transatlantyk
Annopol
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 194673.83 km
  • Km w terenie: 276.50 km (0.14%)
  • Czas na rowerze: 365d 23h 21m
  • Jeżdżę z prędkością średnią: 22.16 km/h i wcale się tym nie chwalę
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Szukaj

Moje linki

Miki

Michał Wolff

Transatlantyk stary

Transatlantyk nowy

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy transatlantyk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Focus

Dystans całkowity:64396.73 km (w terenie 5.00 km; 0.01%)
Czas w ruchu:2615:58
Średnia prędkość:24.62 km/h
Maksymalna prędkość:64.90 km/h
Suma podjazdów:341683 m
Suma kalorii:97106 kcal
Liczba aktywności:1072
Średnio na aktywność:60.07 km i 2h 26m
Więcej statystyk
Czwartek, 22 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 200 km
Dzień szósty

Powroźnik - Żywiec

Wyruszamy z Krzysztofem zaraz po szóstej. Wjeżdżamy w ziemię sądecką. Jestem wzruszony, dawno tu nie byłem choć mieszkałem tutaj tyle lat. Wszystko znajome, bliskie.
Droga znana na pamięć, przejechana wielokrotnie. Delikatny podjazd przed Żegiestowem, Wierchomla, gdzie pracowałem dziewięć lat, Piwniczna. W Piwnicznej wycofuje się z wyścigu Radek Tusiński. Przekazuje mi pozostałe mu batony i żele. Dzięki – przydały się bardzo. Jadę dalej, chłonąc znajome widoki. Rytro, Stary Sącz, Krościenko nad Dunajcem.
Tutaj jest półmetek imprezy. Jestem odrobinę przed limitem czasu. Zaraz jednak w okolicy Grywałdu skręcam w Pieniny. Ostry podjazd w Hałuszowej, potem zjazd do Niedzicy i zaczyna się wspinaczka pod Łapszankę. Długa i mozolna. Na szczycie czeka na mnie Erwin. Dowiózł mi jedzenie, picie, baterie do GPS. Kolejny przykład wspaniałej, bezinteresownej pomocy, jakiej zaznałem na tej trasie wielokrotnie.
Pisze Marek Nowicki: „Generale, obserwujemy, podziwiamy i trzymamy kciuki. Marek z rodziną”.
Kolega z wojska, razem byliśmy w podchorążówce w stanie wojennym. Spotkamy się jeszcze na trasie za kilka dni.


Przez Zakopane przejeżdżam razem z Krzysztofem. Później zatrzymujemy się na pizzę w Witowie. Krzysiek ma kryzys. W głowie ma ten kryzys. Kompletny brak wiary w siebie, w możliwość ukończenia wyścigu. Jeszcze przed startem ustawił się w pozycji przegranego. Takie wrażenie odniosłem od razu po spotkaniu na peronie w Gdyni. Zawodnik, który „dołożył” mi na BBTourze, miał tam czas przejazdu o cztery i pół godziny lepszy niż ja, teraz cały czas tłumaczy mi, że on jest wolniejszy, on będzie z tyłu jechał. Trochę „nakrzyczałem” na niego, że przesadza, że ma się wziąć w garść. Nie pomogło. Jego mina odzwierciedla absolutny pesymizm. Nie mogę z nim jechać. Zbytnio mnie dołuje jego postawa. Ja jednak mam inne podejście. Niedługo docieramy do Jabłonki Orawskiej, zaczyna się podjazd pod Krowiarki, przyspieszam, odjeżdżam do przodu. Jeszcze na podjeździe dostałem SMS, że Krzysztof się wycofał. Sorry Krzychu – nie mogłem inaczej. Przepraszam Cię też za tę psychoanalizę, ale może w ten sposób pomogę Ci na przyszłość?
Długa Zawoja. Łagodny, szybki zjazd. Robi się ciemno. Znów podjazdy przed Stryszawą. Pamiętam trasę z Pętli Beskidzkiej w 2009 roku. Idzie noc, postanawiam zanocować w Żywcu. Docieram tam senny jak zwykle o tej porze. Bez problemu znajduję nocleg w hotelu. Pani znalazła jakiś pokój „ekonomiczny” za 50 zł, choć w pierwszej wersji miało być 90 zł.
Koszty. Trzeba je ponieść, żeby MRDP przejechać. Jeśli chodzi o tę imprezę, to byłem zdeterminowany i nastawiony na cel – ukończyć maraton. Gdyby było trzeba, to z lekkim bólem serca, ale bez zmrużenia oka zapłaciłbym za nocleg i 100 zł. Ważny był cel. Zregenerować się i jechać dalej. O pieniądze będę się martwił po wyścigu. Dane wycieczki: Dystans : 266.35 km (0.00 km teren) Czas : 12:59 h Vsr : 20.51 km/h Podjazdy : 2668 m
Vmax : 49.10 km/h Temp : 25.0 'C
Środa, 21 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 300
Dzień piąty

Huwniki - Powroźnik

Ruszam o godzinie 5.20. Zaczynają się góry. Grawitacja. Szatański wynalazek Izaaka Newtona. Wykonuję pracę w polu grawitacyjnym. Energia kinetyczna niepokojąco maleje. Rośnie za to energia potencjalna. Rośnie mi potencjał? Potencja może? Nie widzę, nie rozróżniam. Potu przybywa. Zaraz po starcie podjazd pod Arłamów. Przez długi czas łagodny, końcówka ostrzejsza. Dobrze, że jadę go w dzień. Nie daje specjalnie w kość. Za to zjazd po dziurach. Ręce bolą od hamowania. Przyspieszenie grozi śmiercią lub kalectwem. Na szczęście już od Krościenka normalna droga, a od Ustrzyk Dolnych dodatkowo znana od lat. Podjazd pod Czarną idzie równo i planowo.
Pisze Eranis: „Marek, świetnie Ci idzie! Taktyka siły spokoju daje efekty, jesteś jednym z niewielu, którzy nie skarżą się na bóle. Masz duże zasoby na góry. Powodzenia i pomyślnych wiatrów w plecy”.
W Ustrzykach Górnych duża porcja rosołu z dużą porcją pieczywa. Jadę dalej, wspinam się pod przełęcz Wyżnią, niebawem pod Wyżniańską. Pokonuję je bez większego bólu. W Cisnej normalny obiad. Za Cisną chmurzy się coraz bardziej. W końcu pada. Na przystanku autobusowym mijam Krzyśka Weszczaka. On jeszcze przeczekuje deszcz i dożywia się. Jestem w Komańczy. Błąd nawigacyjny. Zamiast skręcić w lewo pojechałem łukiem w prawo na Rzepedź. Ułożenie drogi było bardzo sugestywne, pojechałem główną, nie spojrzawszy na GPS.
Ocknąłem się po pięciu kilometrach. Wracałem w deszczu przez odcinki robót drogowych, przez ruch wahadłowy na czerwonych światłach. Szaleństwo. Dziesięć kilometrów w plecy. Chyba po godzinie deszcz uspokaja się. Jadę. W Tylawie spotkanie z Marcinem Nalazkiem.
Odjeżdża mi. Spotykam trójkę zawodników pod sklepem w Dukli. Ja jadę dalej. W Nowym Żmigrodzie czeka na mnie kolega z forum, Senes. Dawno się nie widzieliśmy. Jem u niego superpizzę, rozmawiamy chwilę, po czym ruszam dalej. Znowu spotkanie z K. Weszczakiem, z którym będę już jechał do końca dnia, będziemy razem nocować w Powroźniku. W pobliżu nas są jeszcze M. Nalazek, M. Koseski, T. Knopik. Od początku maratonu jadę w końcu stawki. To jeszcze nic, ale jadę też na styk z dziesięciodniowym limitem, a nie chcę go przekroczyć. Trzeba zrobić ruch pozwalający przesunąć się do przodu. Od rana miałem plan, że odcinek z Powroźnika do Krościenka nad Dunajcem pojadę nocą. Trasa płaska i bardzo dobrze mi znana, drogi dobrej jakości – można ciąć! Niestety. Bieszczadzkie deszcze, a potem zimna noc dały się we znaki. Jestem mocno zmarznięty, decyduję się na nocleg w agroturystyce w Powroźniku. Kolacja super. Domowej roboty biały ser, takiż pasztet i kiełbasa, do tego pomidory, ogórki kiszone, świeży chleb. Nie mogę się powstrzymać – jem, jem…. Dane wycieczki: Dystans : 307.47 km (0.00 km teren) Czas : 15:12 h Vsr : 20.23 km/h Podjazdy : 3213 m
Vmax : 51.70 km/h Temp : 23.0 'C
Wtorek, 20 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 300
Dzień czwarty
Włodawa - Huwniki (pod Arłamowem)

Pisze aaadam: „Wytrwałości życzę oraz samych pozytywnych myśli na trasie. Bez tych rzeczy daleko nie zajedziesz. Pozdrawiam”.
Wyruszam o szóstej. Ciepły, pogodny dzień. Szybko wchodzę w dobry rytm jazdy. Pół godziny później ściągam długie ciuchy. Doganiam i wyprzedzam młodą i ładną dziewczynę na rowerze. Wymieniamy uśmiechy od ucha do ucha. Dalej środkiem drogi maszeruje bocian. Nie zląkł się zanadto, usunął się tylko na lewy skraj drogi. W końcu to on był u siebie. Dalej trzy sarny przeskakują drogę blisko przede mną. Ech, uroki ściany wschodniej.
Pisze Michał Wolff: „ Od Dorohuska do Zosina tragedia z drogami. Dalej zaczynają się świetne szosy”.

Bezcenna wiadomość. Przygotowała mnie na tragedię, a było tylko zwyczajnie źle. Jadę. Dobrze jadę. Od Zosina super droga i dobry kierunek wiatru. Upał. Dawno nie było sklepu. Wjeżdżam na podwórko. Gospodarzy nie ma. Pies na szczęście uwiązany krótko, bo chyba mnie nie polubił. Na ścianie domu kran z zimną wodą. Myję się, piję, napełniam bidony. Zbliżam się do Tomaszowa Lubelskiego, droga robi się pofalowana, zaczynają się pagórki. Przez długi czas będzie to już trwały element krajobrazu. W Tomaszowie obiad. Spotykam w restauracji dwóch sakwiarzy z Niemiec. Wymieniamy trochę kurtuazyjnych słów oraz podstawowych informacji po angielsku. Wygląda na to, że mnie zrozumieli  Po obiedzie wjeżdżam w tereny znane mi z rowerowych wędrówek po Roztoczu: Lubaczów, Narol, Cieszanów.
W końcu dojeżdżam do Radymna, a już wieczorem do Przemyśla. Nocleg mam zamówiony w Huwnikach przed Arłamowem. Jeszcze dwadzieścia dwa kilometry. Dłużą się – jakieś objazdy pod koniec – jadę i jadę i dojechać nie mogę. Dojeżdżam w końcu. Bardzo dobra kwatera i standardowy wieczór: prysznic, kolacja i spać. Dane wycieczki: Dystans : 313.65 km (0.00 km teren) Czas : 13:10 h Vsr : 23.82 km/h Podjazdy : 895 m
Vmax : 59.10 km/h Temp : 25.0 'C
Poniedziałek, 19 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 200 km
Dzień trzeci
Supraśl - Włodawa

Wyruszam dopiero o ósmej. Sen – organizm musiał dostać swoje. Rozkręcam się na ładnej, wąskiej, asfaltowej drodze przez las. Z przeciwka tnie ciężarówka z drewnem. Bez stresu. Odbił trochę w swoją prawą stronę, ale nie zwolnił ani o włos. Jakoś się zmieściłem. Na ścianie wschodniej bardzo popularna nawierzchnia wyglądała tak, jakby wymyła z niej czarną smołę, a zostały tylko poprzyklejane kamyczki mniej więcej centymetrowej średnicy. Rozkosz. Nadgarstki chcą odpaść. Mimo wszystko trzymam niezłe tempo, noga podaje, choć wiatr nie sprzyja.
Pisze Yoshko: „Dzień dobry. Od Siemiatycz będzie glanc droga oraz po południu wiatr się zmieni”.
Jasnowidz chyba. Zgadł wszystko. W Siemiatyczach obiad i ruszam dalej w lepszych już warunkach. Tempo wysokie, często 30 km/godz. Nocleg zaplanowałem we Włodawie. Jakieś 40 km wcześniej doganiają mnie Krzysiek Weszczak i Tomek Knopik. Byli na stacji benzynowej i, zobaczywszy mnie, ruszyli w pogoń. Do Włodawy jedziemy razem. Ja zostaję na nocleg, oni ruszają w noc. To był dla mnie dobry dzień. Zasiał wiarę we własne siły, w możliwość ukończenia maratonu. Rachunek był prosty: jadę już trzeci dzień. Przejechałem prawie 900 km. Nic mnie nie boli. Potrafię jechać szybko. Rower sprawny. Czegóż chcieć więcej? To się musi udać!!! Tam uwierzyłem w sukces. Dane wycieczki: Dystans : 287.10 km (0.00 km teren) Czas : 10:40 h Vsr : 26.92 km/h Podjazdy : 626 m
Vmax : 40.70 km/h Temp : 25.0 'C
Niedziela, 18 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 300
Dzień drugi
Bartoszyce - Supraśl

O szóstej z minutami wyruszam z Bartoszyc. Po dziesięciu kilometrach nogi wchodzą w normalny tryb pracy, jadę swobodnie, szybko. Wąskie, trochę podziurawione mazurskie asfalty. Pojawia się zagadnienie mikronawigacji, czyli jak omijać dziury, aby siedzenie jak najmniej odczuło dyskomfort i można było na siedząco dojechać do mety. Nawigowałem skutecznie. Do samej mety nie miałem żadnych otarć, odgnieceń, odparzeń. Duża w tym zasługa codziennej kąpieli. Na tym też między innymi polegała realizacja obmyślonej wcześniej taktyki. Po jakiejś godzinie doganiam Mareckiego. Przebieramy się w krótkie ciuchy. Ruszamy razem, odjeżdżam mu jednak niebawem. Zbyt wolne tempo dla mnie.
Pisze aaadam: „Dajesz, dajesz! Pamiętaj, że wiele osób Cię obserwuje, więc nie możesz dać ciała”.
Śniadanie w hotelu nie było zbyt obfite, zjadłem tylko coś z własnych skromnych zapasów. W Węgorzewie wjechałem do miasta, aby znaleźć restaurację i zjeść solidne drugie śniadanie. Opłaciło się. Pełen wigoru ruszyłem w drogę. Dalej było dużo remontowanych dróg, odcinków dróg szutrowych, były odcinki ruchu wahadłowego. Wjeżdżałem najczęściej na czerwonym świetle, mając świadomość, że jestem pojazdem wąskim i z autem jadącym z przeciwka minę się lub zatrzymam się i zejdę na pobocze. Ani razu nikt się nie zdenerwował, nikt nie trąbił na mnie. Gdzieś w tych szutrach było szkło lub inne paskudztwo – złapałem pierwszego na maratonie kapcia. Piętnaście minut trwała wymiana dętki. Dalej jazda bez specjalnych przygód. Wieczorem zaczął mnie morzyć sen. Na nocleg byłem umówiony w Supraślu z Adamem i Joanną. Czekało na mnie wszystko, a ja się męczyłem potwornie i nie mogłem dojechać. Gdyby nie świadomość, że na mnie czekają, gotów byłem położyć się przy drodze i spać. Pomimo jazdy z urządzeniem GPS pobłądziłem z tego zmęczenia na podrzędnych drogach. Docieram do Supraśla około pierwszej w nocy. Joanna zmęczona i niewyspana jest „na baczność” i uśmiechnięta. Szybko przekazuje mi szczegóły mojego tu pobytu, rozmawiamy też chwilę jak normalni ludzie. Bezcenna pomoc. Dziękuję. Szybko jem, co było do zjedzenia, myję się i idę spać. Tym razem zasnąłem jak niemowlę. Dane wycieczki: Dystans : 355.23 km (0.00 km teren) Czas : 15:13 h Vsr : 23.34 km/h Podjazdy : 1393 m
Vmax : 52.70 km/h Temp : 28.0 'C
Sobota, 17 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 200 km
Jastrzębia Góra - Bartoszyce

Dzień pierwszy
Wstępu nie będzie. Opisywałem już i opowiadałem, że ponad trzy lata na to czekałem, że miałem sporo wątpliwości… Wystarczy. SMS-y będą. Dostawałem ich dziennie około pięćdziesiąt. Ze wsparciem, z prognozą pogody, z adresem noclegu, z opisem sytuacji na trasie. Wszystkie oczekiwane i bardzo pomocne. Będą tu przedstawiane w oryginalnej pisowni, autorzy podawani tak jak są w mojej książce adresowej. Pisze Zuza: „Powodzenia. Trzymam kciuki”. Pisze „T”: „Myślę, myślę, więc bądź silny”.
Jastrzębia Góra, przylądek Rozewie, dochodzi godzina zero. Dziewiętnastu zawodników gotowych do startu. Większości nie znam. Znam natomiast doskonale Waksmunda i Wilka. Łączy nas od kilku lat forum podrozerowerowe.info. Przejechaliśmy razem wiele kilometrów, wypiliśmy niejedno piwo, przegadaliśmy niejeden wieczór. Stanowimy swego rodzaju awangardę ultramaratończyków na forum. To od nas zaczęły się starty w BBTourze, za nami poszli koledzy z forum. Mamy zdjęcia naszej trójki na starcie w Świnoujściu, mamy na mecie w Ustrzykach, mamy w szpitalu, gdy przyjechali rowerami z Warszawy odwiedzić mnie w Piotrkowie, nie mogło więc obyć się bez zdjęcia na Rozewiu. Pstrykamy fotkę, życząc sobie, aby powtórzyć to za dziesięć dni.
Ruszamy. Początki spokojne, po bruku, do Władysławowa. Potem na asfaltach peleton rozpędzał się coraz bardziej. Sprawnie przemknęliśmy przez Trójmiasto, często wężykiem między rzędami aut czołgających się w ślimaczym tempie w korkach. Za miastem szybkość znów wzrasta. Pędzimy 30-35 km/godz. Dla mnie za szybko, ale nic to, do promu w Mikoszewie wytrzymam bez problemu, potem odpuszczę grupę. Tak też się stało. Niedługo jedziemy razem z Wilkiem. Będziemy jechać razem do północy, do Bartoszyc. Za Elblągiem umawiamy się na wspólne zakupy i obiad we Fromborku. Ja odbijam na chwilę na stację benzynową po zakup jakiegoś picia, bo bidony już puste. Spotykam tam Marcina Nalazka. Pozornie nic nieznaczący incydent, ale spotykać się będziemy wielokrotnie na trasie do samej mety. Wyruszamy z tej stacji razem, Marcin po chwili odjechał mi, jak chciał. We Fromborku spotykam Wilka i wypełniamy wcześniejszy plan. Jechaliśmy razem do Bartoszyc, gdzie ja zostałem na nocleg. Wilka dogoniłem dopiero na mecie. Dojechał tam około półtorej doby wcześniej.
Pisze „Waski”: „No to dobrych i regenerujących snów. Oby tak dalej. Dobranoc”.
Noclegi. Wiedziałem od dawna, że jazda nocą przez dłuższy czas to nie jest moja specjalność. Poza tym nie da się organizmu oszukać do tego stopnia, żeby nie spać dziesięć dni pod rząd. Założyłem sobie przed startem, że każdej nocy muszę spać około pięć godzin w łóżku, na kwaterze czy w hotelu. Inaczej nie dam rady. Padnę. Do tego codziennie gorący prysznic, kolacja, śniadanie. Miałem sporo „pomagierów” pod telefonami w całej Polsce. Od noclegów była córka Zuza i Mikołaj. Pod wieczór orientowałem się już, dokąd mogę danego dnia dojechać, telefonowałem i prosiłem: załatwcie mi nocleg np. w Krynicy. Za pół godziny dostawałem SMS z adresem i numerem telefonu najczęściej do jakiejś agroturystyki. Gospodarze byli uprzedzeni, że zjawię się około północy, czekali na mnie z kolacją, ze śniadaniem na jutro. To działało doskonale i dało efekty. W Bartoszycach spałem w hotelu. Niestety emocje nie dawały mi zasnąć. Może godzinę, może dwie naprawdę spałem. To musiało się odbić czkawką następnego dnia. Dane wycieczki: Dystans : 254.58 km (0.00 km teren) Czas : 09:51 h Vsr : 25.85 km/h Podjazdy : 808 m
Vmax : 47.10 km/h Temp : 27.0 'C
Piątek, 16 sierpnia 2013Kategoria do 100 km, Focus
Gdynia - Jastrzębia Góra Dane wycieczki: Dystans : 50.38 km (0.00 km teren) Czas : 01:50 h Vsr : 27.48 km/h Podjazdy : 213 m
Vmax : 43.50 km/h Temp : 24.0 'C
Czwartek, 15 sierpnia 2013Kategoria do 100 km, Focus
Dane wycieczki: Dystans : 91.05 km (0.00 km teren) Czas : 03:19 h Vsr : 27.45 km/h Podjazdy : 515 m
Vmax : 51.70 km/h Temp : 26.0 'C
Niedziela, 11 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 200 km
Tradycyujna już u mnie trasa. Mapka ta sama co 06.07.2013 Dane wycieczki: Dystans : 212.65 km (0.00 km teren) Czas : 07:24 h Vsr : 28.74 km/h Podjazdy : 698 m
Vmax : 55.20 km/h Temp : 26.0 'C
Sobota, 10 sierpnia 2013Kategoria do 100 km, Focus
Kręcenie po okolicy. Mróz +17 stopni :) Dane wycieczki: Dystans : 86.85 km (0.00 km teren) Czas : 03:28 h Vsr : 25.05 km/h Podjazdy : 232 m
Vmax : 42.40 km/h Temp : 17.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl