transatlantyk
Annopol
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 190802.91 km
  • Km w terenie: 276.50 km (0.14%)
  • Czas na rowerze: 357d 12h 32m
  • Jeżdżę z prędkością średnią: 22.23 km/h i wcale się tym nie chwalę
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Szukaj

Moje linki

Miki

Michał Wolff

Transatlantyk stary

Transatlantyk nowy

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy transatlantyk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Sobota, 21 września 2013Kategoria Author, powyżej 100 km
Majdan Starowiejski-Żółkiewka-Gorzków-Łopiennik Górny-Świdnik Dane wycieczki: Dystans : 104.73 km (0.00 km teren) Czas : 05:14 h Vsr : 20.01 km/h Podjazdy : 579 m
Vmax : 46.80 km/h Temp : 10.0 'C
Piątek, 20 września 2013Kategoria Author, do 100 km
Ostrowiec-Annopol-Kraśnik-Zakrzówek-Majdan Starowiejski Dane wycieczki: Dystans : 92.22 km (0.00 km teren) Czas : 03:52 h Vsr : 23.85 km/h Podjazdy : 462 m
Vmax : 53.70 km/h Temp : 15.0 'C
Środa, 18 września 2013Kategoria Author, do 100 km
Jazda pod Ostrowcem : Kunów, Kolonia Inwalidzka, Karczma MiłkowskA Dane wycieczki: Dystans : 41.57 km (0.00 km teren) Czas : 01:43 h Vsr : 24.22 km/h Podjazdy : 156 m
Vmax : 43.20 km/h Temp : 19.0 'C
Poniedziałek, 16 września 2013Kategoria Author, do 100 km
Po mieście, trochę za miasto do Karczmy Miłkowskiej Dane wycieczki: Dystans : 30.71 km (0.00 km teren) Czas : 01:33 h Vsr : 19.81 km/h Podjazdy : 36 m
Vmax : 33.80 km/h Temp : 18.0 'C
Niedziela, 1 września 2013Kategoria do 100 km, Focus
Wycieczka po Jurze

http://www.bikemap.net/pl/route/2310703-petla-po-jurze

https://picasaweb.google.com/113408461134809910453/Jura2?authkey=Gv1sRgCJDHgZ3duv_qiwE&noredirect=1#5922281130440762290 Dane wycieczki: Dystans : 62.46 km (0.00 km teren) Czas : 03:18 h Vsr : 18.93 km/h Podjazdy : 615 m
Vmax : 46.30 km/h Temp : 20.0 'C
Środa, 28 sierpnia 2013
Dni następne
Zaprosił mnie Michał Z. do siebie po wyścigu: wpadnij do mnie, domyjesz się, najesz, wyśpisz. Wyśmienity pomysł. Nawet miałem siłę posiedzieć z nim chwilę wieczorem przy piwie. Rano odwiózł mnie na PKP. Używałem tu już określenia magia forum?  Akurat miałem doskonałe połączenia. O godzinie 17.30 byłem już w Ostrowcu. Niespodzianka. Na peronie czekało czterech kolegów z rowerami, ubranych „na rowerowo”. Przywitali, pogratulowali, zaprosili na obiad do restauracji, potem posiedzieliśmy u mnie przy piwie. Tak jak przed moim wyjazdem na maraton. Dzięki chłopaki.
Podsumowanie jakieś? Chyba trochę za wcześnie. Sama impreza? Jest taka, jak powinna być. Dla twardych ludzi, charakternych, bez rozpieszczania, bez blichtru, po trudnych drogach.
Czy wystartuję ponownie za cztery lata? To dużo czasu i trudno pewne rzeczy przewidzieć, ale w tej chwili jestem „na nie”. A już na pewno nie będę szukał większych wyzwań. Po prostu to już nie dla mnie. Czas płynie. Mam satysfakcję, że przez najbliższe cztery lata będę najstarszym uczestnikiem, jaki wystartował i ukończył ten maraton.
Pozostawiam sobie jakieś sprinty typu BBTour, łowy gminne i turystykę. No i życie, na które nieustająco mam ogromny apetyt, a wiele spraw musiało ustąpić miejsca maratonowi i długotrwałym przygotowaniom.

UWAGA - Z Kowar do mety jechałem w zasadzie bez spania. Podział tego odcinka na etapy do Kostrzynia i do Mielna jest trochę umowny i mocno przybliżony. Nie pamiętam gdzie wybijała północ Dane wycieczki: Dystans : 0.00 km (0.00 km teren) Czas : h Vsr : km/h Podjazdy : m
Vmax : 0.00 km/h Temp : 'C
Wtorek, 27 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 200 km
Dzień jedenasty
Mielno - Rozewie

Pisze Olo: „Grzejcie chłopaki. Gdzieś przed Mielnem jest podobno nieprzyjemny przejazd kolejowy. Tory niemal równolegle idą do drogi. Jeden zawodnik tam leżał”.
Dzięki Olo. W samą porę ostrzegłeś. Byliśmy przygotowani. Atakowaliśmy go z lewej strony, skręcając mocno do prawej. Jeżeli ktoś nadjechał prawą stroną jezdni, czyli normalnie – musiał mieć kłopoty.
Mijamy Mielno, wjeżdżamy na mierzeję. Paskudnie jakoś. Spać się chce. Kończy się mierzeja na szczęście. Tomek Knopik mówi, że ma dość, że jest wykończony, że nie daje rady. Kładziemy się wszyscy na piętnaście minut drzemki. Pomogło. Ruszamy potem, ale droga fatalna, jakieś betonowe płyty, dużo piasku. Nie potrafię jechać po tym szybko. Dwóch Marcinów jest już wyraźnie z przodu, potem ja, za mną niknie światło Tomka. Jakieś remonty, objazdy, dziura na dziurze. Tragedia. Błądzę i kręcę się w kółko pomimo posiadania GPS. Uff, wybrnąłem z tego. Niedługo dogoniłem Marcinów, którzy zatrzymali się nie wiem już dlaczego. Tomka nie widać. Jedziemy we trzech. Do Darłowa. Tam kawa na stacji i pędzimy dalej. Zaczynam odstawać od prowadzącej dwójki. Raz, drugi mobilizuję się i ich doganiam, ale po chwili odpuszczam. Po prostu nie dam rady. Trudno. Wyścig ma swoje prawa. Chłopaki pędzą, cały czas kalkulując, czy zdążą na dwunastą na metę. Ja kładę się na dwadzieścia minut na przystanku. Potem będzie jeszcze raz dziesięć minut. Jadę w znośnym tempie. „Komputer” cały czas pracuje i liczy, czy zdążę na dwunastą. Cały czas jest taka możliwość. Tylko trzeba jechać. Szybko jechać. Za Ustką dogania mnie autem kolega Marcina Nalazka. Ma dla mnie kanapki, banany, batony. Biorę jedynie kanapki, bo pozostałe rzeczy mam ze sobą w sporych ilościach. Ubywają kilometry. Dojeżdżam do miejscowości Wicko. Chyba 70 km do mety. No i stało się. Odcięło mi prąd. Tak mocno jak nigdy dotąd. Zszedłem z roweru, ledwo stoję na nogach, ledwo jestem w stanie podprowadzić rower pod pobliski sklep. Kupuje dwa litry soku z czarnej porzeczki, jakieś drożdżówki. Pochłaniam to powoli, siedząc na ławce przed sklepem. Powoli mijają czarne myśli, wraca trzeźwość oceny, wraca życie. Po pół godzinie wsiadam na rower i nawet jadę. Jeszcze pomału, ale czas i dostarczony organizmowi cukier robią swoje. Wróciłem do świata żywych. Rozkręcam się. Napisałem SMS, że nie zdążę na metę w wyznaczonym czasie. Jednak jadę. Dojeżdżam w okolice Żarnowca. Widzę z daleka czekających na mnie ludzi. Poznaję Michała Z. i Michała B. – kolegów z forum. Mają aparaty w rękach – będzie sesja fotograficzna. Mobilizuję się, prężę muskuły. A co, trzeba trzymać fason. Nie poznałem Michała Wolffa! Dopiero później, już w domu, patrząc na zdjęcia, zorientowałem się, że on tam też był. Zgolił wąsy. Za chwilę mam piękny zjazd w dół, a później ostatni na tej imprezie podjazd. Staję na pedałach, żwawo posuwam się do przodu. Kryzys zażegnany, a błysk fleszy dodaje sił.  Niedługo Jastrzębia Góra i męcząca, dłużąca się ostatnia prosta przed metą. I wreszcie meta. Co za radość! Wszyscy czekali na mnie z zakończeniem. Godzina i trzynaście minut po limicie czasu. Mam to w nosie. DOJECHAŁEM!!! Daniel Śmieja też mówi, żebym się żadnym limitem nie przejmował. Uścisk dłoni prezesa, statuetka, pamiątkowe zdjęcie – wszystko. Aha, satysfakcja jeszcze ogromna, ale to już taka bardziej własna. Czuję się w jakiś sposób spełniony. Zrealizowałem jedno z marzeń. Uznanie wśród wielu, wielu osób, zaskakująco wielu. Zaskakująco wielu kibiców w internecie i po drodze. Mnóstwo okazywanej sympatii i ogrom bezinteresownej pomocy.
Chwilo trwaj!
Tomek Knopik dojechał na metę około sześć godzin po mnie. Tomek, gratuluję charakteru. Wyobrażam sobie, jaką walkę ze sobą musiałeś stoczyć. Zresztą nawet nie muszę sobie wyobrażać. Ja to po prostu WIEM. Powodzenia Tomek! Dane wycieczki: Dystans : 222.00 km (0.00 km teren) Czas : 10:20 h Vsr : 21.48 km/h Podjazdy : 427 m
Vmax : 49.50 km/h Temp : 26.0 'C
Poniedziałek, 26 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 300
Dzień dziesiąty
Kostrzyń - Mielno

Chyba w Osinowie Dolnym zajeżdżamy na stację benzynową, ale istniejący tam bar jest nieczynny. Dopiero świta. Pijemy kawę, jemy jakieś batony. Ruszamy dalej. W Krajniku Dolnym otwarty sklep spożywczy. Kupujemy świetne drożdżówki, a pani robi nam ekstra dwie gorące herbaty z cytryną. O, jak dobrze! Ruszamy i jedziemy sprawnie i szybko.
Pisze vilqu z Irlandii: „Widzę, że transatlantyk pędzi pełną parą, brawo, brawo. Powodzenia na ostatniej prostej”. Pisze anonimus jakiś: „Cłopaki z Calisii na treningach zagrzewali się tak: Jedziesz ziomuś, jedziesz, świeży jesteś”.
Rozbawiło mnie to do łez nieomal. Skoro jestem taki świeży, to trzeba cisnąć. Psychika sprawuje się doskonale, wyzwala pokłady energii. Tomek jedzie dzielnie. Szybko zbliżamy się do Szczecina, omijamy go szerokim łukiem. W Goleniowie na stacji Orlenu doganiamy Marcinów: Nalazka i Koseskiego. Wyruszamy stamtąd we czterech. Ja z Tomkiem mamy niedługo punkt serwisowy, Marcin z Marcinem jadą do Wolina na obiad – tam spotykamy się później i jedziemy znów we czwórkę. Heniek – przyjaciel od lat ponad pięćdziesięciu. Zostawił pracę w Pile, wyjechał dowieźć nam jedzenie i picie. Kibicuje i pomaga mi na wszystkich BBTourach, spotykamy się też czasem na imprezach kajakarskich przy piwie i piosence. „Bystrze” też ma swoją magię i wyzwala w ludziach solidarność i więź. Dzięki Heniu. W Wolinie doganiamy z Tomkiem Marcinów i wyruszamy razem we czterech. Doskonale się złożyło, że taka grupowa jazda wypadła akurat na wybrzeżu, gdzie mieliśmy wiatr w twarz.
Koło Dziwnowa następny punkt serwisowy. Mietek z forum. Królewskie żarcie. Zasadniczo było przygotowane dla mnie, bo ani Mietek, ani ja nie przewidzieliśmy wcześniej, że będzie nas czwórka, ale pozostali trzej koledzy też mieli co zjeść, a ja najadłem się do rozpuku i jeszcze na drogę kanapki, słodycze, banany zabrałem. Mietek jechał jeszcze później do apteki i dostarczał po drodze lekarstwa dla Marcina Nalazka, który miał jakieś zatrucie. Piękny gest Mieciu. Jesteś wielki.
Jedziemy po zmianach, doskonale współpracujemy, pokonujemy wiatr i kilometry. W Trzebiatowie dłuższy odpoczynek, chwila drzemki na trawniku i lecimy dalej. Mijamy Kołobrzeg, pijemy kawę w Ustroniu Morskim. Ciężko. Powieki ciążą. Dane wycieczki: Dystans : 362.00 km (0.00 km teren) Czas : 17:08 h Vsr : 21.13 km/h Podjazdy : 1100 m
Vmax : 51.10 km/h Temp : 25.0 'C
Niedziela, 25 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 300
Dzień dziewiąty
Kowary - Kostrzyń

O wpół do szóstej jestem już w drodze. Jeszcze tylko jeden podjazd do Szklarskiej Poręby i adieu góry, żegnaj grawitacjo, pa Izaaku Newtonie. Kocham góry, ale w tym dziurawym wydaniu i przy takim pośpiechu były po prostu trudne. Na początku Szklarskiej ścianka chyba 16%. Daję radę, cieszę się, że nie jechałem tego w nocy. Jazda nocą w takich warunkach jest zwyczajnie mało efektywna. Ja spałem cztery i pół godziny, Marcin Nalazek jechał przez noc. Rano dostałem meldunek, że jest raptem 45 km przede mną. Wydaje mi się, że lepiej na tym wyszedłem. Po podjeździe szybki zjazd do Świeradowa. Podmarzam, ale wzmacniam się psychicznie. Prędkość! Tak dziś będzie cały dzień. Pędzę jak na etapie do Włodawy lub nawet szybciej. SMS-y dodają sił.
Pisze Eranis : „Jak powiedział klasyk: prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna, więc Twoja taktyka jest OK. I NIE JESTES SAM. Gorąco Tobie i chłopakom kibicujemy. Dajecie nam takie emocje, że w dołku ściska”. Pisze „T”: „Jestem”.
Mijam Zgorzelec i pędzę. Wizja mety, wiara w sukces – to wszystko uskrzydla. Szybko mijają kilometry. W okolicy Łęknicy spotkanie z Markiem Nowickim i jego żoną. Chyba pięć lat się nie widzieliśmy. Wyjechali na trasę pięknym, odkrytym, czerwonym samochodem retro, nie pamiętam już jakiej marki. Trzeba mieć tę fantazję. Jemy obiad w restauracji, prowiantu mają dla mnie tyle, że jeszcze chyba ze trzech będących w pobliżu zawodników zaopatrzyli. Jechali później jeszcze dłuższy czas koło mnie, robiąc zdjęcia. Potem czekali na promie w Połęcku, gdzie się jeszcze doprowiantowałem i przyszło się rozstać. Do zobaczenia! Jadę! Szybko jadę. Mijają kilometry, mijają miejscowości, mija dzień. Zakładam oświetlenie i jadę w noc. Płaskie, dobrej jakości drogi sprzyjają. Wiatr odczuwalny, ale najczęściej boczny – nie czyni szkód. Mijam Słubice, Kostrzyń. Samotność długodystansowca i piękna, księżycowa noc. Jeszcze senność nie dokucza. Prędkość nakręca mnie. Gdzieś w Mieszkowicach czy Cedyni doganiam Tomka Knopika. Śpi na ganku jakiegoś domu przy ulicy. Zauważyłem rower, obudziłem Tomka. Coś mamrocze, że nie ma szans zdążyć na wtorek do mety. Mobilizuje się jednak, ruszamy razem. Po jakimś czasie i mnie jednak senność dopada. Śpimy pół godziny gdzieś na trawniku. Pomogło. Dane wycieczki: Dystans : 310.85 km (0.00 km teren) Czas : 13:54 h Vsr : 22.36 km/h Podjazdy : 1257 m
Vmax : 52.40 km/h Temp : 26.0 'C
Sobota, 24 sierpnia 2013Kategoria Focus, powyżej 200 km
Dzień ósmy
Idzików - Kowary

Pisze Adam: „Kobiety o Tobie z szacunkiem wzdychając piszą. Chłopy rozpytują o Focusy. Po przejechaniu mety rozpoczniesz zupełnie nowe życie … się bij, walcz, zmagaj!”
Napisałem w relacji online, że ten dzień będzie kluczowy, że innych już tu nie będzie. Wyścig wkraczał dla mnie w decydującą fazę. Żarty się kończyły. Mam opóźnienie, ale jeszcze na płaskich odcinkach mogę je zniwelować, jeszcze mogę wyprzedzić jakichś zawodników. Ciągle jadę ostatni. Dość tego. Trochę mam pecha, bo co kogoś wyprzedzę, to ten rezygnuje, a ja znów na ostatniej pozycji  Dzień jednak był bardzo trudny. Chyba najtrudniejszy dla mnie. Kryzysowy. Przejechałem tylko 200 km. Dużo podjazdów – może nie takie strome, ale z dziurawą nawierzchnią: podjeżdżanie utrudnione, a o jakimkolwiek zysku na zjeździe trudno marzyć. Ręce bolą od hamowania, na dziury trzeba uważać, bo już tylko jedna dętka w zapasie i czasu szkoda. Dojechaliśmy z Marcinem do Kowar. Tu rozstajemy się na czas jakiś. Ja zostaję na noc, Marcin korzysta przez chwilę z mojej kwatery i mojego punktu serwisowego, dożywia się, myje i pędzi w noc. Znów magia forum. Robb i Ania – załatwili ten nocleg, jechali z godzinę samochodem, aby dowieźć nam gar makaronu z czymś tam, multum kanapek, słodycze, baterie do GPS. Dzięki. To był mój ostatni komfortowy nocleg na trasie. Później przez dwie noce jechałem, walcząc z limitem czasu, z wiatrem, słabościami i kto to wie z czym jeszcze. Dane wycieczki: Dystans : 200.00 km (0.00 km teren) Czas : 10:51 h Vsr : 18.43 km/h Podjazdy : 2783 m
Vmax : 48.30 km/h Temp : 25.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl